
„Jeśli się zastanawiasz, czy to czas iść do psychiatry, to znaczy, że to jest już czas.”
“A co jeśli okaże się, że przesadzam?”, “Co jeśli okaże się, że to żadna choroba tylko muszę się wziąć w garść”, “A co jeśli okaże się, że to jednak jest choroba?” – te i inne myśli towarzyszyły mi w poczekalni przed gabinetem psychiatry, gdy siedziałam na wygodnym krzesełku, wśród lekko różowych ścian. Pamiętam jak trzęsły mi się ręce, jak bardzo chciałam jednocześnie uciec i wejść już do gabinetu. Zamarłam gdy otworzyły się drzwi i padło moje nazwisko. Chciałam wstać i wyjść, ale wtedy przypomniałam sobie jak miotałam się dzień wcześniej od ściany do ściany, jak leżałam zalana łzami na podłodze i jak głośno błagałam wszechświat o litość. Nie, to nie był czas, żeby się poddać.
Dziś, 5 lat od tamtego dnia, jestem w trakcie leczenia i terapii i jest mi z tym bardzo dobrze, ale wciąż myśląc o pierwszej wizycie u psychiatry świetnie pamiętam – lęk, niepewność, żal, że muszę tu być. Zastanawiałam się wtedy, czy wszystkim jest tak ciężko, czy to ze mną jest coś nie tak. Postanowiłam o to zapytać mojego przyjaciela, który parę miesięcy temu „dołączył do klubu” jak sam o tym mówi. Zapraszam was na krótką rozmowę o nadziejach, obawach i motywacji, aby poczuć się lepiej.
Jak długo zbierałeś się do wizyty u psychiatry?
– Ogólnie to myślałem o tym od 10 lat. A od momentu jak podjąłem decyzję, że muszę to już był impuls. Jak nie teraz to nigdy. Umówiłem się i nie mogłem się doczekać, aż nadejdzie ten dzień, w którym będę mógł wierzyć, że coś się zmieni.
I co przez tyle czasu Cię odwodziło od tego pomysłu?
– To, że tłumaczyłem sobie, że daję radę. Jak przychodził kryzys i chciałem iść to potem było lepiej. Stwierdziłem, że wszyscy mają problemy więc i ja sobie poradzę. Nie chciałem się tłumaczyć i opowiadać tylko po to, żeby ktoś mnie wyśmiał, że przychodzę z pierdółkami.
A kiedy zapadła ostateczna decyzja? Jak się wtedy czułeś?
– Czułem się fatalnie, nie mogłem przestać myśleć i roztrząsać wielu spraw. Leżałem kolejny dzień na ziemi patrząc na zegarek na zmianę śmiejąc się i płacząc, albo milcząc. Nie mogłem się ruszyć ani do niczego zmotywować. Ktoś coś do mnie mówił, a ja go nie słyszałem bo byłem głęboko w swojej głowie. No i walka z płaczem… jak byłem sam to nie byłem w stanie walczyć, a przy ludziach słyszałem jak łamie mi się głos. Czułem takie osłabione nogi, jak z waty. Jakby grawitacja działała mocniej i ciągnęła mnie do ziemi.
To faktycznie niepokojące objawy. Można o nich powiedzieć, że stały się trudne do zniesienia?
– Tak. Nie da się w ten sposób funkcjonować. To jest egzystencja w bólu. Czułem się dosłownie jakbym czuł paraliżujący ból fizyczny. Ciężka głowa, ciężkie myśli. Nie miałem ochoty na nic, tylko się położyć i leżeć. Nie słuchając muzyki, czy coś oglądając. Leżeć i patrzeć jak dookoła robi się coraz ciemniej. Zdając sobie sprawę z upływu czasu, ale nie mając sił się podnieść, no bo po co się podnosić?
Jak czułeś się przed pierwszą wizytą? Pamiętasz jakieś konkretne myśli lub emocje?
– Idąc do psychiatry bałem się na kogo trafię, jak mnie potraktuje i jakie będzie miał podejście. Zastanawiałem się, czy będę potrafił coś powiedzieć i wytłumaczyć o co mi chodzi, co się ze mną dzieje. No i najbardziej bałem się, że ktoś mi powie, że sobie to wymyślam i wszyscy mają problemy.
Czyli dominował w Tobie lęk. To bardzo naturalne w obliczu nowej sytuacji, szczególnie, gdy decyzja była trudna do podjęcia. Pamiętasz coś z poczekalni/ gabinetu? Jakieś zapachy, muzykę, kolor ścian? Pytam bo zauważyłam, że gabinety psychiatryczne i poczekalnie w takich miejscach są bardzo specyficzne, np. panie na recepcji są aż nienaturalnie miłe i spokojne.
– Przed wizytą długo siedziałem w samochodzie przed budynkiem. Gdy poszedłem pod gabinet, słyszałem, że ktoś jest w środku. Korytarz był pusty, ściany w białym kolorze obwieszone widoczkami. W tle grała uspokajająca muzyka, która mnie osobiście wkurzała.
Jak wspominasz tę pierwszą wizytę? One bywają długie, lekarz musi przeprowadzić szczegółowy wywiad. Pamiętasz o co pytał? Jak się czułeś gdy musiałeś o sobie opowiadać?
– W moim odczuciu zleciała ona w mgnieniu oka. Nawet myślałem, że lekarz chce się mnie szybko pozbyć. Finalnie okazało się, że byłem w gabinecie około 15 minut dłużej niż miała trwać wizyta.
Było mi ciężko zebrać myśli i wytłumaczyć obcej osobie czemu tu jestem, podać konkretne przykłady sytuacji, zachowań, czy słów ludzi, które bolą. Cały czas miałem obawę, że to wszystko jest śmieszne i że ja sobie wymyślam problem.
A co Cię najbardziej zaskoczyło w trakcie tej pierwszej wizyty?
– Wyluzowanie lekarza. On mnie nie badał tylko ze mną rozmawiał. Dopytywał, pomagał nazwać pewne uczucia, ale też żartował i czasem coś opowiadał od siebie.
Dobrze jeśli między lekarzem, a pacjentem powstaje odpowiednia chemia, nie zawsze dzieje się to od razu. Czy Twój pierwszy lekarz to był strzał w dziesiątkę?
– Tak, po pierwszej wizycie wiedziałem, że chcę tu wrócić. Czułem, że nie będzie mo wypisywał recepty na inne lub mocniejsze leki “skoro mi nie przeszło” tylko, że interesuje go to co ja mówię i jak się czuję i że dalsze kroki będą podejmowane na podstawie obserwacji.
Czyli dostałeś jakieś leki. Jak się z tym poczułeś? Czy fakt, że musisz teraz brać leki, żeby sobie pomóc był trudny do przyjęcia?
– Bałem się leków bo nie chciałem leków. Ale byłem już tak wykończony, że wziąłbym wszystko co tylko mogłoby mi ulżyć. Zanim dostałem się do psychiatry ratowałem się miętowymi tabletkami na uspokojenie.
Wspominasz, że bałeś się leków. Czujesz, że leki jakoś Cię zmieniły? Nie mówię tutaj o poprawie nastroju, czy napędu. Wiele osób boi się, że leki je otumanią, albo w jakiś sposób zmienią ich osobowość.
– Zmieniły, ale raczej zmieniły na lepsze. Łatwiej jest mi się pogodzić z pewnymi rzeczami. Nie przejmować się. Podejmować decyzje w których myślę o sobie bo jestem spokojniejszy, ale nie otumaniony. Nie jest idealnie, ale jest lżej.
A leki… na każdego działają inaczej. Ja miałem to szczęście, że nie miałem, żadnych efektów ubocznych.
No właśnie! Oboje mamy świadomość, że leczenie to bardzo indywidualny proces, który jednak zazwyczaj trochę trwa. Przeziębienie też nie przechodzi po jednym Gripexie, a jednak od leków psychiatrycznych oczekujemy, że rozwiążą nasz problem w 5 minut. Jak myślisz dlaczego tak jest?
– Bo idąc do psychiatry czujemy się jak pod ścianą. Chcemy, żeby to już przeszło bo nie możemy wytrzymać. Nie czujesz typowych objawów chorobowych, takich, które zna nasz mózg. Teraz to umysł jest chory i nie wie co ze sobą zrobić. Chcielibyśmy, żeby jak najszybciej wrócił do normy.
Jak w takim razie przetrwać? Jak pogodzić się z faktem, że pełna ulga nie będzie natychmiastowa, albo, że leki będziemy brać całe życie jak w moim przypadku?
– W moim przypadku to czekanie i wiara, że będzie lepiej. Pogodzenie się z faktem, że żeby było lepiej najpierw musi być gorzej. Leki dają ulgę i wydaje mi się, że sam fakt tej ulgi jest taką dziwną namiastką szczęścia, która daje nadzieję.
A jaką dostałeś diagnozę?
– Mam depresję i zaburzenia lękowe, ale pełna diagnoza jeszcze się formuje.
Czy słysząc o depresji poczułeś, że to jakaś łatka przyklejona do Twojego czoła? Ja tak na początku miałam. Pamiętam, że w dzień w którym poznałam swoją diagnozę przeszłam przez wszystkie 5 etapów żałoby. Najpierw byłam załamana, a później zobaczyłam te wszystkie gwiazdy z CHADem i miałam taką myśl “Ok, mogę być dwubiegunowa skoro Vivien Leigh była!” (śmiech) Oczywiście to żart, a na poważnie to u mnie to uczucie minęło w momencie akceptacji.
– Chyba nie czuję tej łatki, nie czuje się jak “człowiek depresja”. Nie czuję potrzeby się tym chwalić, ale też nie czuję się gorszy z tego powodu. Wręcz przeciwnie, wiem czemu jest tak a nie inaczej. Nawet jeśli ludzie tego nie rozumieją. Skoro ktoś ma problem z moją depresją to chyba nie powinien być dla mnie znaczący.
A jak już mówimy o innych to jaką rolę pełni w tym wszystkim najbliższe otoczenie? Bałeś się komuś powiedzieć, że byłeś u psychiatry?
– Tak i nie. Dużo zależy od ludzi i od relacji. Są ludzie, którym potrzebowałem o tym powiedzieć, a są tacy, którym nie chcę mówić. Jedni reagowali martwiąc się, inni mnie olali. Choć myślę, że nikt tak naprawdę nie rozumie co dzieje się w mojej głowie i jaki ja mam wpływ na to co się ze mną dzieje.
Wsparcie się przydaje, chociaż nie każdy jest w stanie dźwignąć bycie wsparciem.
To fakt, najbliżsi nie są specjalistami i bardzo często po prostu nie rozumieją naszych potrzeb. Starają się pomóc, ale nie zawsze wychodzi to wszystkim na dobre. Dlatego w leczeniu ważna jest terapia. Aby znaleźć narzędzia do samoopieki i też lepiej zrozumieć jakiej pomocy potrzebujemy. Może dlatego wiele osób z mojego otoczenia zaczynało/zaczyna właśnie od terapii. Ja sama sięgnęłam najpierw po tę formę pomocy przed udaniem się do psychiatry i wiem, że Ty też. Czemu łatwiej jest zdecydować się na terapię, niż na wizytę u psychiatry?
– Moim zdaniem wcale nie jest łatwiej. To zawsze trudny krok – przyznać się, że sobie nie radzisz i potrzebujesz pomocy. Jednak pójście do psychiatry może być dla niektórych równoznaczne ze stwierdzeniem – jestem wariatem. A tak nie jest! Idąc do ortopedy nie jest się kaleką. Idę do lekarza, by stwierdził, czy może mi pomóc, czy nie potrzebuję jego pomocy, ale do tego trzeba się przełamać i znaleźć dobrego lekarza.
Jak w takim razie ocenić swój stan? Skąd wiedzieć, że to już czas na wizytę u psychiatry?
– Jeśli się zastanawiasz, czy to już czas to znaczy, że to jest już czas. Odwlekanie tego tylko pogłębi problem. Jeśli psychiatra nie będzie potrzebny to Ci to powie. Jeśli nie jesteś przekonany to zawsze można zasięgnąć drugiej, albo trzeciej opinii.
Co byś teraz powiedział osobie wahającej się przed wizytą?
– Idź! W najgorszym wypadku usłyszysz, że wszystko z Tobą w okej i potrzebujesz przepracować swoje problemy na terapii. W najlepszym dostaniesz pomoc, której nawet nie wiesz, że potrzebujesz.
Nie mogłabym się z tym bardziej zgodzić. Zastanawiasz się nad wizytą u psychiatry? To już wystarczający sygnał, że warto spróbować. Psychiatra nie oceni, a jedynie pomoże zrozumieć Twój stan i zaproponuje rozwiązania. Jeśli widzisz u siebie niepokojące Cię objawy, nie czekaj. Niezależnie od wyniku wizyty – zyskasz większą jasność i spokój.
Jeśli dalej boisz się zdecydować na ten krok, a czujesz, że potrzebujesz rozmowy, o to kilka pomocnych numerów:
Numery dla dorosłych w kryzysie psychicznym:
- 116 123: Bezpłatny, całodobowy Kryzysowy Telefon Zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym.
- 800 70 2222: Bezpłatna, całodobowa linia wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego.
Numery dla dzieci i młodzieży:
- 116 111: Całodobowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
~ Your Bipolar Soul
